Zapisać marzenia
Blog literacki Marka Adama Grabowskiego

Uwaga zły pies

Żył kiedyś w Kościach Wielkich pewien mężczyzna; umownie nazwiemy go „Janem Kowalskim”. Miał on dom, a przed tym domem tabliczkę z napisem:

„Uwaga zły pies”

Tabliczka w sumie kłamała. Pies był nie jeden, lecz było ich kilka.

Myślicie zapewne, że tabliczka była powieszona na płocie, Otóż nie; była na kiju wbitym w ziemię. Nie mogła być na płocie, gdyż posesja nie była ogrodzona.

I w tym był pies pogrzebany. Skoro nie było żadnego ogrodzenia, to każdy mógł tam wejść, ale, co gorsze, psy mogły w każdy momencie wybiec. Oczywiście korzystały z tego. Jak zapewne się domyślacie, nie ograniczały się wówczas do samych spacerków, wolały zapolować. I tak zabijały kury, kaczki, koty, inne psy, a nawet krowy. Jednak pogłoski że zagryzły kilku ludzi, są raczej jedynie wytworem ludzkiej fantazji. Raczej...

Nie znaczy to jednak, że były te psy dla ludzi zupełnie niegroźne. Potrafiły ugryźć i często z tej umiejętności korzystały.

Nie trzeba chyba wyjaśniać, że pozostałym mieszkańcom wsi niespecjalnie to się podobało. W tej sytuacji zaczęli skarżyć się władzy. Sołtys Jasiek nie został obojętny na krzywdę mieszkańców. Wezwał do siebie swoje prawe ręce: Witch i pana Jakubka.

Zmarszczył brwi i powiedział:

-Sprawa jest poważna. Skarg jest coraz więcej, ostatnio nawet owczarz zgłosił, że zagryziono mu jedną owieczkę. Dlatego też przedstawiciele gminy muszą zrobić inspekcję u Jana Kowalskiego. Będziecie nimi wy.

To wprawdzie miało być wyróżnienie, ale Witch z Jakubkiem wcale nie wyglądali na uradowanych. Obydwoje pobladli, spojrzeli na siebie, a potem na sołtysa.

Pierwsza odezwała się Witch:

-Ależ chyba sołtys żartuje, mamy iść do tych krwiożerczych bestii! - jej głos był jękliwy, zapewne ze strachu.

-Właśnie, przecież one mogą nas zagryźć na śmierć! - dodał pan Jakubek.

-Nie zrobią tego ,wiedząc, że jesteście przedstawicielami władzy. - Sołtys próbował ich uspokoić. - Wybrałem was, gdyż wam ufam.

-Jak możesz mi ufać, skoro jestem jędzą i robią laskę szatanowi? - Witch zaczęła kombinować – Wyślij lepiej klechę. Sługa Boży lepiej zadziała!

Sołtys rozłożył ręce na znak sprzeciwu i powiedział:

-W konstytucji mamy rozdział Kościoła od Państwa. Gmina nie może posługiwać się klerem. To byłby powrót do średniowiecza, a wtedy takie ja ty palono.

-W sumie to i tak lepsze, niż bycie pożartym przez psa! - jęknęła Witch.

-Czy nie da się jeszcze tego odkręcić? - w tonie głosu pana Jakuba nie było żadnej nadziei; pytał tylko dla formalności.

-Nie da się! - Wzrok sołtysa był bezlitosny. - Jest już postanowione; idziecie!

Następnego dnia obydwoje byli pod domem Jana Kowalskiego. Stali i patrzyli się na ten dom, trzęsąc przy tym ze strachu tyłkami.

-Idź pierwsza, panie zawsze przodem. – Pan Jakubek starał się być miły.

-Ty idź pierwszy, trzeba na wsi promować gender. - Witch starała się być poprawna politycznie.

-Chyba znasz jakieś zaklęcia na te psy? - pan Jakubek zapytał. - Łatwiej niż ja się obronisz.

-Naczytałeś się Harrego Pottera. Jędze wcale nie są tak potężne. - Witch wytłumaczyła. - Jak ty umrzesz, to będzie mniejsza strata. Ja jestem najpopularniejszą osobą w tej serii opowiadań, wystarczy przeczytać komentarze, które piszą internauci pod tekstami.

Spieraliby się tak bez końca, gdyby nagle nie wyszedł do nich pies. Był cały włochaty, w większości biały, ale w pewnych miejscach czarny. Typowy owczarek kaukaski. Zobaczył ich i zaczął warczeć.

Witch i pan Jakubek objęli się i krzyknęli razem:

-Pomocy!

Na ten okrzyk wyszedł z domu Jan Kowalski i zapytał:

-Nie bójcie się państwo. Nic się wam nie stanie; przecież Bryś jest przy was.

-Właśnie to Bryś jest niebezpieczeństwem! - wyjaśniła Witch.

-Przysyła nas sołtys – dodał pan Jakubek. - Ponoć hoduje pan bardzo niebezpieczne psy, a nie potrafi ich upilnować. Było dużo skarg. Proszę je lepiej pilnować lub oddać.

-To na pewno jakieś nieporozumienie. - Jan Kowalski był autentycznie zdziwiony. - Sami widzicie jaki Bryś jest łagodny. Pozostałe moje pieski też są bardzo miłe. Zaraz je zawołam.

Po tych słowach gwizdnął i psy przybiegły.

-To jest Dalijka – powiedział klepiąc pierwszą sukę.

Dalijka była ciemnym psem, o wielkim pysku, z rasy pitbuli. Od razu zaczęła szczekać.

-Ona się wita – wyjaśnił Jan Kowalki. - To natomiast jest Mini.

Po tych słowach wskazał na wielką czarną sukę, samicę rottweilera. Z pyska leciała jej piana.

-Jest uczulona na szczepienia - wyjaśnił Jan Kowalski.

Pogłaskawszy ostatniego psa powiedział:

-To Gucio.

Gucio był muskularnym, postawnym, białym psem z małymi uszami, ale z wielkimi zębami, w których trzymał martwą łasicę. Był to dog argentyński, pies z ojczyzny św. Franciszka, Papieża.

-Dobrze by było, gdybyście pogłaskali Gucia, on jest nieśmiały - Dodał Kowalski.

-Czy to wszystkie twoje psy? - spytał pan Jakubek.

-Jest jeszcze Pimpuś w piwnicy. Chodźcie go obejrzeć. Tylko zamknę te pieski w domu, gdyż chyba boją się was.

Gdy już zeszli do piwnicy, zastali tam dziwne zwierze. Nieco podobne do wilka, ale bardziej włochate; wielkości konia. Miało ono ogromne kły i świecące się na czerwono oczy.

-Co to za rasa psa! - krzyknął pan Jakubek.

-To jest Word! - wyjaśniła Witch. - Tylko, że to jest rasa potwora, a nie psa!

-Kim oni są? - wymamrotał Word.

-To mówi! - Pan Jakubek przeraził się.

-Czy to ma być mój posiłek? Nie wyglądają smacznie.

-Chyba żartujesz Pimpuśiu? - właściciel odpowiedział. - Przecież nie jadasz ludzi, tylko karmę dla psów.

-Takich jak oni nie jadam, ale jadam innych. Jestem teraz głodny i muszę zostać zaspokojony. - Po tych słowach Pimpuś odgryzł głowę Jan Kowalskiego.

Właściwie było już po sprawie; skoro właściciel nie żył, można było oddać wszystkie psy do schroniska.

Marek Adam Grabowski

Warszawa 2021

Marek Grabowski
Marek Grabowski