Zapisać marzenia
Blog literacki Marka Adama Grabowskiego

Moje dziecko

Sołtys i jego żona siedzieli na skórzanej kanapie i patrzyli na Karolinę. Tego dnia ich córka ubrana była w czarne szpilki, w czarne mini i czarny żakiet. Jedyną nie czarną częścią garderoby była koszula. Ta była koloru błękitnego, a kołnierzyk rozpięty miała w stylu Słowackiego. Zapomniałbym dodać, że do żakietu miała przyczepioną złotą broszkę w kształcie motyla. Tak czy owak Karolina wyglądała bosko. A tę boskość jeszcze zwiększał jej uśmiech.

Stała przy zasłoniętym niebieskim prześcieradłem stoliku.

- Mamo, tato -  zaczęła mówić - chciałam wam pokazać moje najnowsze osiągnięcie. Owoc mych żmudnych prac w piwnicy. Można by rzec moje dziecko.

Gdy wypowiedziała ostatnią kwestię, tę o dziecku, jej oczy zaświeciły się; widać było, że jest bardzo wzruszona. Potem na chwilę zamilkła.

Po sekundzie ciszy dodała:

-Zanim jednak wam to wszystko pokażę, chciałabym zapewnić, iż nie powstało by to bez waszej pomocy. Wasza codzienna miłość najpierw dała mi życie, a potem wiarę w siebie. Jej efektem są moje osiągnięcia. Dlatego muszę powiedzieć jedno- kocham was.

Znowu zamilkła. Chciała chyba dać rodzicom czas na ucieszenie się z tego wyznania. I rzeczywiście efekty były widoczne. Matka uroniła łzę, a ojciec, znaczy się sołtys, zrobił się cały dumny na twarzy,

Teraz już Karolina mogła kontynuować:

- Nie ma co dalej tutaj przemawiać. Trzeba w końcu wszystko pokazać.

Jej głos był coraz bardziej dźwięczny.

Teraz już mogła zdjąć prześcieradło i pokazać, co było na stoliku. Tak też uczyniła.

Rodzice aż zamarli z wrażenia; ich oczom ukazała się niezwykła roślina. W prawdzie stała w przeciętnej doniczce, ale sama na pewno była nieprzeciętna. Miała długą i cienką łodygę, oraz duży żółty kwiat, zakończony czymś, co przypominało mordę z ostrymi zębami.

-Och! - krzyknęła matka.

-O kurwa !- krzyknął ojciec.

Obydwoje byli w szoku.

Uśmiech Karoliny zrobił się jeszcze bardziej promienisty.

-I jak podoba się wam? -  spytała .-  Wyhodowałam ją w piwnicy; nazywa się Pimpuś.

Rodzice nie wiedzieli co powiedzieć. Zdawali sobie sprawę, że muszą córce pogratulować, ale nie wiedzieli jak. Trudno było znaleźć odpowiednie słowa.

Karolina chyba wyczuła ich zmieszanie, gdyż rzekła:

-Nie musicie nic mówić, widzę po waszych minach, że wam się podoba!

Oczka Karoliny zaświeciły się.

-Zobaczcie teraz coś ciekawszego.

Wyjęła kawałek mięsa i rzuciła go roślince, a ta go zjadła.

Rodzice aż podskoczyli na kanapie.

Ojciec, który podskoczył trochę wyżej, rzekł:

-Ja pierdolę, ten twój Pimpuś jest mięsożerny!

Matka zaś nic nie mówiła. Była w szoku, który najlepiej oddawało milczenie.

Córka wybuchnęła śmiechem triumfu.

-Mamo, tato to jeszcze nic! Teraz zostawiłam dla was najlepsze! Pimpuś powiedź coś!

Rodzice spojrzeli po sobie; nie mieli pewności, czy dobrze zrozumieli tę wypowiedź. Po chwili wszystko jednak było już pewne; Pimpuś odezwał się:

-No, cześć! Ładny dzień dzisiaj mamy!

-To coś naprawdę mówi! -  Matka omal się nie zesrała.

-Przedtem milczał, gdyż jest nieśmiały - wyjaśniła Karolina.

-E tam nieśmiały; po prostu nie chciałem niszczyć niespodzianki - odrzekł kwiat.

-Słuchaj Pimpuś - spytał sołtys - ale ty tak codziennie gadasz z moją córką?

-No, pewnie - odpowiedziała roślina. - Bawimy się nawet w karaoke.

Sołtys podrapał się po głowie. To wszystko było już dla niego za wiele.

-Że jadasz mięso, to jeszcze mogę pojąć, ale żeby śpiewać to już dla mnie szok.

Na chwilę zamilkł, gdyż zastanawiał się co powiedzieć. W końcu spojrzał na swoje jedyne dziecko i rzekł:

-Karolino jesteś wielka.

Tymczasem żona podniosła się z kanapy i podeszła do stolika; chciała się przyjrzeć gadającej i mięsożernej roślinie.

-Jaki on jest słodziutki! -  zaśmiała się i pomachała przed kwiatem wskazującym palcem prawej reki.

Nie był to najlepszy pomysł, gdyż Pimpuś od razu ją złapał swoimi kłami.

-O kurwa, on chce mi ogryźć palec! - krzyknęła. Widać było, że bardzo ją boli.

-Pimpuś, czy to oszalałeś! Puść mamę! - wydarła się Karolina i uderzyła roślinę.

Ta na samo szczęście wykonała polecenie.

-Co w ciebie wstąpiło? - Karolina zaczęła pouczać. - Przecież to w pewnym sensie twoja babcia?

Tymczasem jej matka patrzyła na swój poraniony palec i wzdychała:

-Musi się nauczyć, że rodzina jest niejadalna.

Marek Adam Grabowski

Warszawa 2020