Zapisać marzenia
Blog literacki Marka Adama Grabowskiego

Ktoś patrzy

Jeśli nigdy nie byliście w Kościach Wielkich, to nie wiem, czy będziecie w stanie w ogóle zrozumieć o czym piszę. Otóż, dzisiaj zajmę się zjawiskiem charakterystycznym dla tej jednej osady, i nie występującym nigdzie indziej.

Dla jasności, takie rzeczy zdarzają się też w innych miastach i w wsiach, lecz tylko jako pojedyncze przypadki, w Kościach zaś, ma to miejsce regularnie.

To o czym mowa?

O tym, że czasem w Kościach ktoś na nas patrzy.

A może coś?

Zawsze schemat jest taki sam. Jakiś mieszkaniec idzie sobie drogą i nagle zaczyna odczuwać czyjeś spojrzenie. Rozgląda się w różne strony, ale nikogo nie widzi. Jest to bardzo nieprzyjemne. Niektórzy w takiej sytuacji zaczynają uciekać. Nic to jednak nie daje, gdyż wzrok podglądającego „biegnie” wtedy za nimi. Niczym zły pies, który goni za uciekającą zwierzyną.

Chyba nawet lepiej stać w miejscu, gdyż z reguły wtedy obserwator szybciej znika.

Obserwator; czy dobrze go nazwałem? Biorąc pod uwagę co robi, to chyba tak.

Inna sprawa, że mieszkańcy Kości Wielkich nie mają dla niego żadnej nazwy. Nawet nigdy nie próbowali jej wymyślić. Jeśli są o nim rozmowy, to tylko na zasadzie:

-Znowu mnie to spotkało.

-Też to miałem.

Usłyszysz takie zdanie, i już każdy wie, o co chodziło.

Z drugiej strony niezbyt chętnie rozmawiają na ten temat. Jak ktoś poczuje ten wzrok, to najczęściej woli o tym nikomu nie mówić, i tylko jak najszybciej zapomnieć.

Ale zapomnieć jest bardzo trudno.

Spojrzeniu zupełnie nic nie towarzyszy. Żaden oddech czy dźwięk. Ten, który patrzy, nie daje żadnych innych dowodów swojej obecności. Nie chce, a może nie może? Trudno tutaj odpowiedzieć, jak naprawdę jest.

Najczęściej jest się obserwowanym wieczorem.

Ale zdarza się to też w innych porach; nawet w południe.

Jeśli chodzi o miejsce, to wzrok bardzo często grasuje na drodze głównej, pomiędzy ratuszem a kościołem. Oczywiście, zdarza się to też na innych ulicach, a także na polu. Co jednak ciekawe, nikt nigdy nie było obserwowany w lesie. Knieja jest więc bezpieczna. Bezpieczny jest również kościół, gdyż tam Bóg pilnuje, ale już sam teren przed kościołem może być wykorzystany do ataku. Również ma to miejsce przy kapliczkach.

A teraz poinformuję was o czymś najbardziej przerażającym. To, w prawdzie rzadko ale, zdarza się także w prywatnych domach.

Wyobraźcie sobie, że siedzicie przed telewizorem, albo przed komputerem, a nawet możecie siedzieć na kiblu, a tutaj nagle przeszywa was cudze spojrzenie. Odwracacie wzrok, a tam nikogo nie ma. Jednak wy jesteście pewni, że ktoś na was patrzy; i to nie z ukrycia, lecz bezpośrednio, niemal twarzą w twarz.

Zaczynacie chodzić po pokoju i szukać go. Nie możecie nikogo znaleźć. Przechodzicie do innych pomieszczeń. Tam pusto, ale wzrok zostaje. Nie da się od niego uwolnić. Chyba byście w tej sytuacji zwariowali.

Dla warszawiaka albo krakowiaka to jakiś absurd, taka sytuacja. Dla mieszkańca wsi Kości Wielkie niemal codzienność.

Chyba nie chcielibyście mieszkać w takim miejscu?

Oczywiście, potem nie mają miejsca żadne nieszczęścia. Patrzący nie robi nikomu krzywdy. To jednak słabe pocieszenie. Nie niweluje horroru całej sytuacji.

Ponoć nie ma takie mieszkańca wsi, którego by to już nie spotkało.

Już napada się w ten sposób na osoby które są w wieku niemowlęcym, może nawet w płodowym? Chyba wręcz dzieci są częściej obserwowane.

Niektórzy nawet próbują się do tego przyzwyczaić i z tym żyć.

Było to w Kościach od zawsze. Najstarsi mieszkańcy twierdzą, że ich pradziadkowie też ten koszmar przeżywali. Ponoć istnieją nawet średniowieczna zapisy o tym spojrzeniu. Być może Kości w ogóle nie mogą bez tego istnieć? ​

Tylko kim jest ta istota, która patrzy?

Nikt tego nie wie.

Być może nawet nie jest zła czy zły?

Może chce coś przekazać?

Tylko co?

Co więcej, nie ma na ten temat żadnej teorii, ani nawet hipotezy. Było wprawdzie kilka prób wyjaśnienia tego zjawiska, ale każda okazała się bezsensu. Teraz już nikt nie próbuje nawet tego rozgryźć.

Może i lepiej? Jest przecież możliwe, że prawda byłaby zbytnio straszna. A może zbytnio trywialna?

Ważniejsze jest, iż nie można się przed tym w żaden sposób bronić. Wzrok jest i będzie po wsze czasy.

Mieszkańcy muszą się z tym pogodzić.

Czy chcą czy nie, będą obserwowani.

Zostało nam tylko im współczuć i cieszyć się, że nikt na nas nie patrzy.

Jakbyśmy byli mniej ciekawi?

Marek Adam Grabowski

Warszawa 2022

Marek Grabowski
Marek Grabowski

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.