Zapisać marzenia
Blog literacki Marka Adama Grabowskiego

Fruwający samobójca

Za oknem wiał silny wiatr. Ksiądz siedział w fotelu i oglądał Polsat News. Właśnie była relacja z wymiany ognia na granicy między Republiką Irlandii a Księstwem Belfastu (dawną Irlandią Północną). Rząd Belfastu poprosił o pomoc wojsko Królestwa Szkocji (dawną Szkocję). Były to bardzo ciekawe informacje. Nagle jednak wiatr zrobił się na tyle silny, że zakłócił transmisję.

-Muszę wejść na dach i poprawić antenę – pomyślał sobie ksiądz.

Tak też uczynił.

Gdy jednak był już na dachu, wiatr jeszcze przybrał na sile. Ksiądz, chociaż próbował zmierzyć się z anteną, nie był jednak w stanie.

Kiedy tak się męczył, ukazało się coś przerażającego, ale jeszcze bardziej dziwnego. Przyleciał do niego latający mężczyzna. Był cały blady, niczym trup (gdyż w pewnym sensie był trupem, ale to wyjaśnię za chwilę), język miał wywieszony na zewnątrz a na szyi miał wielki ślad po stryczku.

Ksiądz już miał powiedzieć:

-O kurwa!

Lecz zamiast tego przeżegnał się.

-Szczęść Boże, księże proboszczu – przywitał się mężczyzna, który zatrzymał się w powietrzu.

-Bóg zapłać. Czy my się znamy? - ksiądz nie miał pomysłu, jak mądrzej odpowiedzieć.

-Znamy, znamy. Myślałem, że mnie ojciec rozpozna. To ja dwa lata temu powiesiłem się na brzozie przy stawie. Ludziska mówiły wtedy, że to było bez sensu, gdyż lepiej mogłem się utopić. Ale ja nie chciałem tego robić, gdyż tam pod wodą jest wodnik.

-A no tak, pamiętam, pamiętam. - Ksiądz przejechał ręką po czole. - Jak mogłem się nie domyślić. To chyba dlatego, że bardzo się zmieniłeś.

Na chwilę zamilkł. Oczywiście było wiadome, co chce powiedzieć.

W końcu przerwał milczenie i powiedział rzecz oczywistą:

-Wyglądasz strasznie. Właściwie to gorzej niż po samym samobójstwie.

Znowu była chwila milczenia, ale tym razem spowodowana tym, iż obydwaj nie wiedzieli, co powiedzieć.

W końcu ksiądz palnął:

-Pamiętam, jak cię chowałem. Byłem pytany, czy to dobry pomysł, abyś miał pogrzeb kościelny. Ale wyjaśniałem, że nie dokonałeś apostazji, ani nie byłeś ekskomunikowany. Natomiast samobójca wcale nie musi pójść do piekła.

-I tutaj miał ksiądz rację. Nie poszedłem do piekła, lecz do nieba; tylko nie do tego boskiego, ale do troposfery. Teraz w ramach kary latam nad Kościami Wielkimi i powoduję wiatry.

-A więc to ty odpowiadasz za to, iż Polsat News mi nie działa! - ksiądz wycelował w niego wskazującym palcem z prawej ręki. Jego ton głosu zrobił się agresywny. - Tak się za ciebie modliłem, a ty mi zrobiłeś coś takiego!

-Czy jestem płanetnikiem?

-Mylisz pojęcia – wyjaśnił ksiądz. - Płanetnik to ten, który żyjąc na ziemi, manipuluje pogodą. Płanetnikiem był ten typ, którego wygnaliśmy za spowodowanie tęczy. Takie jak ty fruwające potworki, to latawce. Powiedz mi, czy dobrze ci w przestworzach?

-A co w tym może być dobrego? - latawiec odpowiedział pytaniem retorycznym. Kara z definicji nie może był chyba przyjemna, no może z wyjątkiem więzienia w Skandynawii. Z początku to byłem nawet zadowolony. Robiąc wichury, czyniłem ludziom różne kawały. Poza tym poznałem powietrzne towarzystwo. I pomijam tutaj ptaki. Ja latam wśród smoków, który pijają wodę z chmur. Są tutaj nawet latające małpy; a właściwie małpiatki.

Ta ostatnia uwaga zainteresowała księdza, który zaczął się dopytywać:

-Tam na górze latają małpy?

-Tak, o ile ja robię wiatr, to one odpowiadają za deszcz.

-To muszą być bardzo pożyteczne istoty – skomentował ksiądz. Nie rozumiem czemu źle ci wśród nich?

- Mam już dość tego ciągłego latania, bez ani chwili wytchnienia. Chcę pójść do raju lub nawet do piekła.

-Zapewne chcesz, abym ci jakoś pomógł? - powiedział ksiądz.

-Dokładnie, błagam o to! - widać było, że latawic naprawdę jest zdesperowany.

Ksiądz zaczął się zastanawiać. Zmarszczki, której pojawiły się na czole, były potwierdzeniem, że myśli intensywnie.

W końcu rzekł:

-Musisz odpokutować swój grzech. Dobrym pomysłem jest pielgrzymka. Poleć do Jerozolimy, do świętego miasta trzech wielkich religii. Przy okazji zobaczysz z góry nowo odbudowany port w Bejrucie.

-Czy to aby na pewno pomoże? - latawic był miał pełen obaw.

-Obiecać nie mogę, ale zawsze warto spróbować. Będę się za ciebie modlił. Leć z Bogiem.

-Dziękuję – odpowiedział latawiec i odleciał. Wiatr ustał.

Ksiądz, gdy już odetchnął, znów włączył Polsat News. Teraz mówili o IV Rzeszy Niemieckiej. W ramach sprzeciwu wobec neonazistowskiego rządu kolejny rejon ogłosił secesję. Był to jednak jakiś fenomen. Dotychczas występowały wyłącznie regiony, w których większość miała ludność muzułmańska, np. Emirat Berliński. Teraz zaś frondę ogłosiła katolicka Bawaria. Oczywiście rząd centralny już skierował do niej wojsko.

Polsat News działał już dalej bez zarzutu a wiatry nie wróciły.

Czy jednak latawiec doleciał do Jerozolimy, tego ksiądz nigdy się nie dowiedział.

Marek Adam Grabowski

Warszawa 2020

Marek Grabowski
Marek Grabowski