Zapisać marzenia
Blog literacki Marka Adama Grabowskiego

Bardzo długa noc

Leżał na chodniku. Nie spał ani nie zasłabł. Po prostu leżał. Był to stary pijak, ubrany w podartą zieloną marynarkę i fioletowe spodnie od dresu (wyjątkowo niegustowne połączenie). Miał mocno zaniedbaną brodę i długie, nieumyte, siwe włosy.

Marek Grabowski
Marek Grabowski

– Czy myślisz Piotrek o tym, co ja?- spytał Bidon, z którym szedłem na imprezę.

– A jak mogę ci odpowiedzieć, skoro nie wiem, o czym ty myślisz, Palancie.- Odpowiedziałem mu i dmuchnąłem dymkiem od papierosa.

– Myślę o tym, że brzydzę się tym, co tam leży. A ty?- wyjaśnił.

Zamyśliłem się, po czym odparłem powolnym głosem:

– A to wypada brzydzić się ludźmi?

– Ludźmi!?-zaśmiawszy, się omal nie połknął szluga.- To nie człowiek, tylko świniak!

Znowu się zamyśliłem. Patrzyłem na wylatujący z papierosa ogon dymu i nie wiedziałem, co powiedzieć. Głupio było się przyznać, ale co do meritum Bidon miał rację. To był świniak, a ja się go brzydziłem. Jakkolwiek by to nie brzmiało niepoprawnie politycznie: brzydziłem się.

Po woli dochodziliśmy do celu. Impreza miała być u Czajnika, na Chmielnej. Jego starzy wyjechali, więc chata była wolna.

Weszliśmy do białej kamieniczki i wspięliśmy się po schodach. Zapukałem do drzwi. Otworzył nam sam gospodarz. Był to nerdowaty typ. Chudy i w okularach. Włosy lekko mu stały od żelu. Ubrany był w seledynową marynarkę.

– Sie ma chłopaki!- przywitał się.- Fajnie, że wpadliście. Wchodźcie, kilka osób już jest.

– Sie ma, sie ma!- odpowiedziałem.- Zajebista marynarka.

Potem zaprowadził nas do pokoju. Było tam kilka osób pijących piwo i słuchających Analogsów na YOU TUBE. Usiadłem i otworzyłem butelkę piwa. Czułem już małe podniecenie. Widać było, że impreza będzie udana. Przez jakiś czas paliliśmy papierosy, piliśmy piwo i rozmawialiśmy o studiach, filmach, modzie i innych pierdołach. Z czasem doszło kilka osób; niektórych z nich nawet nie znałem. Czułem się beztroski i radosny; wszystkie problemy odfrunęły. Przyszła pora na punkt główny, czyli wódkę. Usiadaliśmy w kółeczku, nastawialiśmy jakiś hit Kazika; i zaczęło się nalewanie. Prowadził je Czajnik, który za każdym razem wznosił jakiś głupi toast. Wódka była dobra, chociaż nieco za gorzka. Uderzała w głowę. Opróżniliśmy dwie duże butelki. Mieliśmy oczywiście popitkę w postaci coli. Dwóch chłopaków z niej zrezygnowało. Pierwszy puścił pawia na dywan, drugi na plecy i tyłeczek Kasi. Było fajnie. Ponieważ zaczęła mnie boleć głowa, postanowiłem zrobić przerwę w piciu. Usiadłem na kanapie i otworzyłem paczkę chipsów. Jakiś łysy chłopak zaczął krzyczeć, żeby włączyć Disco Polo.

– Puknij się w łeb ! – odburknął mu Bidon. – Słuchamy Reggae.

Słysząc to, tamten koleś rzucił się na Bidona z pięściami, ale oberwawszy z sierpowego wyjebał się na podłogę.

Jaka miła, koleżeńska atmosfera. Pomyślałem sobie. Fajnie, szkoda, tylko, że boli mnie głowa. Jak skończy mnie boleć, to znów zacznę pić. Ale, że ból się nie kończył, postanowiłem pić dalej. Gdy po przerwie znów sięgnąłem po piwo, po mojej prawej stronie dwóch chłopaków rozmawiało o tym, że nienawidzą pedałów. A po mojej lewej stronie ludzie wciągali narkotyki. A może to była tylko tabaka?

W końcu Czajnik oznajmił, że ma nową butelkę wódki. Podniosłem się, żeby też dostać, lecz przewróciłem się. Na same szczęście kieliszki nie rozbiły się i mogli mi nalać. Po dwóch (a może trzech) kieliszkach podniosłem się i powiedziałem:

– Po pierwsze to w poprzednim wcieleniu byłem Japonką, po drugie, to idę do kibla.

Było coraz ciemniej a ludzie wydawali mi się coraz bardziej niewyraźni. Nie umiem tego dokładnie opisać, ale widok był jakiś rozmyty. Gorzej też słyszałem, co mówili. Mimo chwiejnego kroku wyszedłem z pokoju. Łazienka była otwarta, lecz kiedy podszedłem do kibla zauważyłem, że jest zajęty przez Monikę.

– Jak ci nie wstyd stać przy srającej dziewczynie!- spytała niegrzecznie.

– Po pierwsze, to nie srasz, lecz sikasz, a po drugie, to w poprzednim wcieleniu też byłem kobietą-Japonką.- Wyjaśniłem.

Teraz musiałem znaleźć sobie coś, co zastąpiłoby mi kibel. Pierwszym pomysłem była wanna. Był to zły pomysł, gdyż też była zajęta. Ale zrozumiałem to dopiero po fakcie. Gdy wyszedłem z łazienki, zobaczyłem jak Przemek stał na oknie i robił to samo co ja przed chwilą.

– O kurwa! Obszczałem temu Panu kapelusz!- krzyknął.

Wróciłem na kanapę. Obok dwóch chłopaków całowało się z języczkiem. To chyba byli ci, którzy przedtem mówili, że nienawidzą pedałów. Ktoś puścił Lady Pank.

– Mówię, wam!- zacząłem- Kto to słyszał, żeby człowiek sam chodził do kibla. To kibel powinien chodzić do człowieka. My, byłe Japonki, nie lubimy takich rzeczy.

Byłem już zmęczony i miałem już dość picia. Próbowałem pozbierać myśli. Ciągle wracała do mnie ta Japonka. Przypomniałem sobie wszystko, co było w poprzednim wcieleniu. Niestety od razu zapomniałem, co sobie przypomniałem. Ciekawiło mnie, czy jako Japonka współżyłem z mężczyznami. Chyba jednak nie naśladowałem na imprezie kopulacji. Chociaż, kto wie? W pewnym momencie wszedł Bidon z nożem (najprawdopodobniej do chleba, ale ostrym).

-Patrzcie, co znalazłem!

-Odłóż to, pajacu!- Wściekły Czajnik podniósł się i wyrwał mu narzędzie.

Bidon chciał go jebnąć, ale spudłował. Czułem, że muszę pomóc koledze i kopnąłem Czajnika. Przy okazji coś rozbiłem, ale do dzisiaj nie wiem co. Gdy podnieśli gospodarza, to był wkurwiony i kazał nam wypierdalać. Mogliśmy skopać mu gębę, ale parę osób go poparło, wiec grzecznie wyszliśmy. Na klatce schodowej przytuliłem się do Bidona i powiedziałem:

-Wyrzucili nas dranie, ale ty jesteś moim przyjacielem! Jesteśmy razem!

Trzymając się pod ramiona i zataczając się, wyszliśmy na ulice. W pierwszym sklepie zamówiliśmy wódkę. Babka początkowo upierała się, że pijanych nie odsługuje, ale w końcu nam dała. Wziąłem pierwszy łyk i zwymiotowałem (lub wyplułem), co przed chwilą wypiłem.

-Daj łyka!- Żebrał Bidon.

Dałem mu nie łyka, ale kuksańca i zostawiłem krwawiącego na ulicy. Zapewniłem przy tym, że jestem jego przyjacielem. Idąc (nie pamiętam gdzie), wziąłem jeszcze jeden łyk z gwinta. Było tak ciemno, że prawie nic nie widziałem. Kim jestem? Japonką? Bogiem? A może mnie nie ma. Dupa, Dupa, Dupa. Bidon to mój przyjaciel, chociaż jest elfem. Myślałem sobie, a może mówiłem to na głos. Co było później nie pamiętam.

Rano obudziłem się na Mariensztacie. Głowa mnie bolała, a w ustach czułem kwaśność. Byłem przepocony, a bieliznę miałem obsraną. Wolnym krokiem wracałem do domu na Barokową. Po drodze spotkałem menela, tego samego co poprzedniego dnia leżał na ulicy.

-Kupi mi Pan bułkę? -spytał.

-O.K.- odparłem.

A w myślach dodałem:

-My świniaki musimy sobie pomagać.

Wiecie co było w tym najgorsze? To, że nadal się jego brzydziłem. W sumie teraz nie tylko jego.

Marek Adam Grabowski

Warszawa 2014