Zapisać marzenia
Blog literacki Marka Adama Grabowskiego

Festyn

Wieś Kości Wielkie pod wieloma względami różni się bardzo od innych wsi, ale pod jednym względem jest taka, jak inne wsie. Mianowicie, jej mieszkańcy uwielbiają festyny. I właśnie niedawno jeden taki fajny festyn miał miejsce.

Ponieważ lud jest pobożny, to na początku ksiądz proboszcz wszystko pobłogosławił i odmówił krótką modlitwę.

Jednak w Kościach wielkich panuje zasada -Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek, oprócz katolickiego ceremoniału nie zabrakło również czarnej magii. Witch zajmowała się wróżeniem.

Podeszła do niej taka jedna pinda i zapłaciwszy, poprosiła o informację.

Witch zaśmiała się i powiedziała:

-Nie ma sprawy, moja droga; są pieniążki jest i wróżba. Pokaż dłoń.

Trochę popatrzyła i rzekła:

-A więc, co ja tu widzę? Otóż wszystko wskazuje na to, iż masz chorą wątrobę oraz grzyby w jelitach; poza tym niedługo pokłócisz się z wieloma przyjaciółmi; niestety na zawsze.

-Oj to bardzo niedobrze! - wykrzyknęła przerażona dziewczyna.

-Przejdźmy do tarota – kontynuowała Witch.

Wylosowała kartę kochanków.

-Z jej ustawienia można wyczytać, że mąż cię zdradza – powiedziała Witch.

Potem zamyśliła się na chwilę, by następnie dokończyć z okrutnym uśmieszkiem:

-To by wyjaśniało z skąd masz kiłę!

Kobieta wybiegła z wrzaskiem.

-Kto następny? - spytała Witch.

Oczywiście zgłosił się tłum.

Witch zaśmiała się w myślach:

-A to dobre! Ci ludzie płacą mi tyle forsy, tylko za to, że zapowiem im jakieś nieszczęście.

Oczywiście, druga czarodziejka też nie próżnowała. Baba Jaga ustawiła stragan ze swoimi wywarami. Podeszła do niej pewna klientka i zaczęła się przyglądać produktom.

-U mnie jest niemal wszystko – jędza przechwalała się – co tylko pani sobie życzy. Może coś na kurzajki, a może na ból głowy, a może na problemy ze snem?

-Ja potrzebuję czegoś innego. Mianowicie czegoś ,co by ubodło moją sąsiadkę.

-A takie rzeczy też mam; ale cena będzie droższa. - Czarownicy świeciły się oczy.

Wielkim powodzeniem cieszyła się też loteria zorganizowana przez owczarza. Jej zasady były proste, wystarczyło wrzucić pięć złotych i wtedy można było losować w słoiku z numerami. Kto wylosował siódemkę, ten przechodził potem do losowania dalszych nagród. Najbardziej atrakcyjną z nich był samochód, a najmniej atrakcyjną długopis. Komu się nie powiodło, ten mógł spróbować ponownie, ale musiał zapłacić kolejne pięć złotych. Czy było łatwo wylosować siódemkę? Otóż nie było łatwo, gdyż w całym słoju nie było ani jednej. Natomiast było mnóstwo szóstek i ósemek.

Na scenie śpiewała wynajęta kapela disco polo. Ludziom podobała się muzyka, to też mało rzucali pomidorami w zespół.

W pewnym momencie nastąpiła przerwa, a na scenę wszedł sołtys.

-Witam moi kochani! - przywitał się. - Mam nadzieję, że dobrze się bawicie. Takie festyny są wyjątkowo ważne dla integracji naszej małej, lokalnej wspólnoty. Przypominają nam o naszej jedności; gdyż czym jesteśmy jeśli nie rodziną? Oczywiście ,nie rodziną w sensie biologicznym, lecz duchowym. (…)

I przynudzał tak dalej, aż w końcu ludzie zaczęli nagminnie rzucać pomidorami. Jak oberwał czwartym, to pozwolił muzyce wrócić. A ludzie znów mniej rzucali.

Jego córka Karolina kręciła się głównie wokół strzelnicy. I rzeczywiście była w tym dobra. Ustrzeliła aż trzy kury, jedną kaczkę i jedną gęś.

W festynie wziął również udział sam topielec. Przywieziono go ze stawu w specjalnym akwarium na kółkach. Mogli go teraz wszyscy oglądać, a on mógł też ich obejrzeć przez szybę. Uważnie przyglądał się dziewuchom.

-Apetyczne – myślał sobie. - Tę bym zjadł z wodorostami, a tę bez.

Pan Jakubek też był łakomy, lecz jakoś w dziewczynach nie gustował. Jego potrzeby kulinarne zaspokajały raczej kiełbaski np. w hot dogach. Oczywiście, popijał je piwem. Najlepszym dowodem, że najadł się do syta było to, że dostał sraczki.

Niemniej jednak najróżniejsze osoby mają różne gusta. Głupia Jadźka i Nikola jadły watę cukrową.

-Mogę trochę skosztować twojej? - spytała Nikola.

-A po co ci moja, nie wystarczy ci twoja? - odpowiedziała Głupia Jadźka.

-Przecież nie proszę o moja, tylko o twoja! - wyjaśniła Nikola.

-Myślałam, że to ja trzymam moja – Głupia Jadźka zdziwiła się – ale dobra, daje ci twoja.

Gdy Nikola wzięła drugą watę, odruchowo puściła balon, a ten poleciał.

-Ty cipo – krzyknęła Nikola – przez ciebie balon mi wyleciał.

-Przepraszam – Głupia Jadźka kajała się. - Myślisz, że doleci na księżyc?

-Możliwe – powiedziała Nikola – wówczas mógłby go Pan Twardowski złapać.

Obserwowały uważnie. Zauważyły jednak, że w pewnym momencie balon przestał unosić się do góry, lecz zaczął zmierzać na południe..

-To może doleci do Afryki? - zapytała Głupia Jadźka.

-Pewnie tego nie wiesz, gdyż dwa razy nie zdałaś z geografii, ale ziemia jest okrągła – wyjaśniła jej Nikola – to znaczy, że może on do nas wrócić na następny festyn.

I tak obydwie nie mogę się już doczekać następnego? Z resztą nie one jedna; gdyż chyba sami przyznacie, ze w Kościach Wielkich festyny są znakomite.

Marek Adam Grabowski

Warszawa 2021

Marek Grabowski
Marek Grabowski